O autorze
Marcin (1975),
mam prawo do swojego zdania, tak jak Ty masz prawo do opinii.

Czy Pan Bóg jeździ w pasach bezpieczeństwa?

Dużo poruszam się samochodem. Bo muszę. Bo lubię i chcę. Wkurzają mnie naklejki na bagażnikach aut z napisem "patrz w lusterka. motocykle są wszędzie". wolałbym, aby ktoś zaczął produkować z napisem "patrz w lusterka. debile są wszędzie" (i wcale nie chodzi mi tylko o jeżdżących na motorach)


Dlaczego mnie ta naklejka wkurza? Bo np. debili na motorze jest znacznie więcej niż prawdziwych motocyklistów. Mam za sobą 1100 km zrobionych ciągu doby i złości po przejechaniu tej trasy na kolejne kilka dób. a to za sprawą idiotów na jednośladach, którzy potrafią jechać pośrodku, między dwoma pasami rozdzielającymi jezdnię. A to za sprawą idiotów, którzy myślą kierując za kółkiem (albo nie myśląc), że jak wymuszą na "trzeciego" podczas wyprzedzania to zdążą tam, gdzie się spieszą.



Ja wiem, wiem, że to temat jak rzeka i do znudzenia powtarzany. Ale chcę spojrzeć z punktu wiary tutaj.
Mało, a prawie wcale, ludzie nie spowiadają się z faktu nie przestrzegania przepisów drogowych, albo z tego, że stworzyli zagrożenie na jezdni.

Zero. Totalne zlodowacenie tematu w głowie i sercu.

Zastawiam się, czy jeżeli przyszedłby do spowiedzi kierujący motorem (szlifierce) i wyspowiadał się z przekroczenia prędkości to czy mogę go NIE ROZGRZESZYĆ? Bo dopóki będzie miał w garażu "szlifierkę" to będzie okazja do ponownego zagrożenia.
Bardziej kumaci w temacie wiary i sakramentów wiedzą, że istnieje coś takiego, jak niemożność rozgrzeszenia z racji "stałej dyspozycji do grzechu".
Albo kierowca, który notorycznie wymusza przy wyprzedzaniu, albo na skrzyżowaniach traktuje "bardzo późne żółte" jako "jeszcze zielone". Trzeba mówić konkretnie - to jest GRZECH, a nawet podwójny: bo głupota i głupi grzech.

Jadę te swoje 1100km w trasie i rozmyślam dalej. Jeden czy drugi idiota spowoduje wypadek w którym zginie. Co powiedzieć na ceremonii pogrzebowej? Dlaczego zginął? Bo co, Bóg tak chciał?
Bóg nie chce śmierci i chociaż ona nadal będzie dla nas tajemnicą (dopóki sami przez nią nie przejdziemy) tym bardziej Bóg nie chce śmierci pirata drogowego.
Co powiedzieć na pogrzebie? Że sam, na własne życzenie zginał?
Też tak nie można przecież. Mam gdzieś w pamięci konkretną rozmowę przy załatwianiu pogrzebu osoby, która właśnie zabiła się samochodem. I padło tam pytanie "czy Bóg naprawdę troszczy się o nas, skoro dopuścił się śmierci xxx w tym wypadku?"
co odpowiedzieć?
przemilczeć?


dwóch mężczyzn, zabici na miejscu - licznik zatrzymał się na 210 km/h, droga mokra, pełna kolein
45letni ojciec z 3 letnim dzieckiem, zabici na miejscu - chciał zdążyć na przejeżdzie kolejowym
siedem osób (!!!), zabici na miejscu - licznik zatrzymał się na 170km/h, wracali w nocy z dyskoteki, kręta i drzewiasta droga
22latek, motocykl wbił się w tył ciężarówki jadącej przepisowo, świadkowie twierdzili że na ostatniej prostej słychać było jak jedzie, gna, prawie nie było go widać
18latek, dwa tygodnie po odebraniu prawa jazdy, stracił panowanie na zakręcie, wypadł z drogi, śmierć na miejscu - licznik zatrzymał się na 200km/h, padał deszcz, były roboty drogowe
....
celowo nie podaję przypadków, kiedy ktoś zabił w wypadku zupełnie przypadkową osobę


czy Bóg chciał ich śmierci?
Jak mam wytłumaczyć matce, która w taki sposób chowa swoje dziecko do trumny?
Przecież Bóg dał człowiekowi nieszczęsny dar wolności, przez który każdy z nas robi to co chce. Owszem, Bóg może dawać sygnały i znaki, ale i tak ostatnie zdanie czy decyzja należą do człowieka, który naciskając pedał gazu czy przekręcając manetkę gazu myśli "uda się".
Ilu z nich się nie udało.
Trwa ładowanie komentarzy...